Myślę, że jedyne, co jako tako z talentem potrafię, to układanie limeryków. Więc do dzieła.
Pewna Pani z miasta Łodzi
Nie wiedziała co Jej szkodzi
Skórę miała jak tektura
Pomogła Jej Drogeria Natura
I dziś już wygląda młodziej!
Pewna dama z miasta Kielce
Drogerię Natura chwaliła wielce
Wszelkie kosmetyki
I inne fiki miki
Więc wierzmy takiej poręce.
Pewien Andrzej z miasta Toruń
Wiekowy i gorzki jak piołun
Drogerii Natura zawierzył
I dzięki temu przeżył
Choć trafił go cenowy piorun.
Gotować umiem i lubię, fotografuję długo i namiętnie moją kochaną Córcię, potrafię sama sobie zrobić makijaż, którym nie straszę, a raczej cieszę oko, paznokcie maluję sama sobie i koleżankom, czyli ogólnie... jest dobrze ;) Ale tak naprawdę uważam, że moim jedynym talentem, taką 'iskrą' jest to, że potrafię przelewać na papier, bądź klawiaturę, to, co układa mi się w głowie.
Piszę również felietony, eseje, opowiadania i inne formy. Nie wszystko rymowane, ale ciężko znaleźć coś, co zmieści się w limicie wyrazów. Uwielbiam ten swój talent, który potrafi przenieść mnie do innego świata, całkowicie oderwanego od rzeczywistości. Czasem wydaje mi się, że więcej widzę, więcej czuję... I to jest cudne, to dar, który w sobie pielęgnuję z szacunkiem i pokorą :)
Jesienią
Można chrupać soczyste jabłka, co w sadach się rumienią.
Pachnieć dymem z ogniska,
Podjadać gorące kartofelki wprost z paleniska,
Czarną sadzą brudzące,
Rozkosznie smakujące...
Można rozkoszować się pod stopami liści szelestem...
Tą porą roku z najpiękniejszym zapachem i owocowym gestem!
Jesienią
Można roztaczać aurę nastrojów wrzosowych,
Kruchości liści
Rozmarzonych spojrzeń oczu w odcieniu swym liliowych.
Rdzą liści chcieć ubarwić policzki...
Dłońmi o paznokciach w odcieniu świeżego kasztana,
Zbierać dorodne prawdziwki od samego rana.
Jesienią
Można mgliste warkocze zaplatać
Pachnąc wspomnieniami babiego lata.
Nosić z jarzębiny korale,
I pochmurną nie być wcale ;)
Raczej tajemniczą, spokojną, nie senną..
Tak pozytywnie jesienną!
Jesienią…
Można szukać pierwszych zimy śladów
Na długi spacer wyruszyć
Nie podwajać wielkości obiadów
Raczej urokiem chwili się wzruszyć.
Butelkę wody wziąć do plecaka
I ruszyć ku przygodzie
Tak wygodnie wszak w nowych, zamszowych kozakach ;)
W deszczu, słońcu, każdej pogodzie.
Mój przepis na miłość:
Pocałunki pachnące poziomkami,
Długie rozmowy wieczorami,
O poranku nieśpieszne czułości,
Obecność w smutku, wspólne pasje i radości...
Czasem w środku nocy jedzone kolacje,
Czasem spontaniczne, wspólne, od życia wakacje...
Tolerancja ze szczyptą pobłażliwości,
Słowa prawdy podane raczej z cukrem, niż kilogramem ości.
Pikantne przyprawy w alkowie,
Niestosowanie uników w rozmowie,
Bita śmietana w pępku, czekolada zlizywana z brzucha,
Słodkie pieszczoty dla ciała i ducha.
Takie proste, a przecież ważne odkrycie:
Dobry przepis na miłość to dobry przepis na życie!!!
Nie wiem, czy mam talent, ale czasem staram się pisać wiersze....Nikomu tu na forum Naturki się tym jeszcze nie chwaliłam, no ale z okazji Konkursu trzeba się w końcu ujawnić :D
Złamałeś mi serce
bez znieczulenia,
bez żadnych skrupułów
i bez ostrzeżenia...
Zostawiłeś samą
ran nie opatrzyłeś,
lekarza nie wezwałeś
sam dziury nie zszyłes....
Umierałam powoli,
cichutko, bez Ciebie,
o życiu myślałam,
o tym, co jest w niebie....
Dowiedzieć się jednak
nie było mi dane,
serce zrosło samo,
czas zagoił ranę...
Bardzo chcę wrócić do tamtej chwili,
kiedy noc ukrywała nas przed światem,
gwiazdy mrugały, ptak w gnieździe kwilił,
trawy szumiały, pachniało latem...
Gdy dłoń mą ścisnąłeś w swojej silnej dłoni,
ciepłym oddechem otuliłeś szyję,
wiedziałam, że zginę w zapomnienia toni,
wiedziałam, że odtąd dla Ciebie już żyję...
Oddałam Ci serce, zginęłam w ramionach,
nie chciałam nic więcej, byłam jak szalona...
Uznałam Cię wtedy za swojego Pana,
tak bardzo kochałam aż zostałam sama...
MOJE PISANIE
Kiedy byłam mała wierszyki czytałam w poezji Tuwima Brzechwy wprost kochałam
i ciągle marzyłam że kiedyś być może też poezję będę uprawiać mój Boże.
Próbowałam pisać lecz nie wychodziło, aż pewnego razu tak mi się przyśniło że jeżeli język będę szlifowała na pewno wierszyczki co śmieszą pisała. I z wierszy z mych śmiali Pismakiem nazwali jeszcze Gryzipiórek głośno wtórowali, ja nie poddawałam i wciąż i wciąż piszę i często pochwały od krytyków słyszę.
Choć Brzechwą Tuwimem ja nie jestem wcale, czasem doceniają choć chciałabym stale. Ufam że spełniły się moje marzenia zatem "Autoportret" niechże Ktoś ocenia.
AUTOPORTRET
Przyznam się Wam szczerze że ja człek nie stary choć brakuje zęba noszę okulary,
Siwieją mi włosy łopatki odstają odciski na palcu bardzo dokuczają.
Skóra na mej szyi troszeczkę wiotczeje sadełko na brzuchu, kręgosłup się chwieje.
Dowcipu, humoru można mi zazdrościć, dobre ciasta piekę ludzi lubię gościć.
Gdy wśród tłumu idę wiele się nie różnię, kroczę na dwóch nogach jedną stawiam później.
Ale oprócz tego muszę się pochwalić, że dbam o urodę, pragnę ją ocalić!
Ja sama wymyślam bajeczki dla dziecka
i kiedy przychodzi pora do łóżeczka
siadam blisko niego i czytam powoli
na wnusia pytania odpowiem do woli.
Staram się by bajka ta mądrość wnosiła
żeby był pożytek jak i chwila miła,
Ta bajeczka nosi tytuł "Ptaszki zimą"
uwielbia jej słuchać z zatroskaną miną.
PTASZKI ZIMĄ
Sypie sypie śnieżek, mrozik szczypie w uszy
Olek ubrał kożuch, Jaś zimowe buty
A za oknem stuka ktoś całkiem zmarznięty
Bez płaszcza, szalika w nic nie owinięty!
Może już wiesz kto to syneczku kochany?
To ptaszek przyleciał bardzo wygłodniały
Prosi o śniadanie parę okruszynek
Daj mu je i uwierz, to dobry uczynek.
Na pewno na wiosnę zaglądnie do Ciebie
I tak będzie ćwierkał aż przypomni siebie.
Że Ty mu pomogłeś odwdzięczy się za to
Będzie wyśpiewywał przez calutkie lato!
Gdy jesień zawita znów smutno zanuci
Zastuka do okna, czy ktoś go wyrzuci?
Nie martw się ptaszynko my kochamy Ciebie
Zimą tu pod oknem będzie Ci jak w niebie!
O ładowaniu baterii życiowych nie tylko na jesień i jesienią.
Sądzę, że każdy z nas ma dwie baterie, jedną z elementami fizycznymi, sprawnością i stanem zdrowia, druga to potrzeby, duchowe, intelektualne. Od stopnia zawartości niektórym wystarczą do życia prozaiczne potrzeby np. typu kulinarnego, inni mają wyższe aspiracje, bardziej niż ciało karmią, wzmacniają swego ducha.
Czym ładować? Dla wielu będą to dobra materialne, wysoka stopa życiowa, posiadanie tego i owego nie zawsze potrzebnego, bo inni to mają. Radość z tego powodu może być aspektem szczęścia, satysfakcji, motywem do działania.
Ale nie samym chlebem człowiek żyje. Cóż to byłoby za życie, gdybym nie mogła:
Nawet małe przyjemności mogą być elementem wzbogacającym życiowe baterie, np. spotkanie z przyjaciółmi przy kawie, ciastku, pod gruszą, na koncercie... Cieszyć się trzeba każdą chwilą, godziną, dniem, bo drugiego życia już nie będzie.
Każdy człowiek, jak roślina, potrzebuje życiowych soków, by wypuścić „liście, kwiaty i owoce”, przy niedoborze zostaje suchy pień bez szans na odnowę. Receptę, przepis, rady, jak doładować się każdy musi znaleźć sam. Nie tylko na jesień.
PS.
Data 24 października to cudowny dzień - mąż nie ma w pęcherzu komórek nowotworowych!!!!!!!!!! Natychmiast bateria życia doładowała się do pełna.
Od kwietnia, kiedy to zszokowała nas wiadomość o guzie, zawartość baterii życia gwałtownie spadła, ale w szpitalu po badaniach USG i cytologii moczu mąż przyniósł tę radosną wiadomość – nowotworu nie ma. Wróciła radość życia. Lekarz przeprowadzający zabieg okazał się mistrzem. Dziękujemy Ci Panie Doktorze Andrzeju.