- Ale miałam straszny sen! Coś okropnego - mówiłam z
przerażeniem patrząc na mamę, która siedziała przy moim łóżku szpitalnym.
- A najdziwniejsze było to, że był on taki realny... mamo? - przerwałam widząc łzy w mamy oczach.
- Mamo, co się stało? Coś z dzieckiem? Czy wszystko dobrze z maleństwem? Mamo? - poczułam lęk i strach.
- Nie martw się z dzieckiem wszystko dobrze. Nie denerwuj się tylko kochanie - mama patrzyła na mnie dziwnym wzrokiem.
- Co się stało? Dlaczego tak na mnie patrzysz? - miałam mętlik w głowie.
- Odpoczywaj skarbie ....ciiiiiii... śpij....- poczułam dotyk jej dłoni na moim policzku. Poczułam się senna...
- Witaj kochanie - ucieszyłam się na widok Marka.
- Nie martw się, z dzieckiem jest wszystko dobrze. Pewnie niedługo wyjdziemy stąd do domu. To wszystko nie tak wyszło jak chciałam. To miała wyjść niespodzianka... - mój mąż siedział obok na krześle i mi się przyglądał.
- Może idź spytaj się lekarzy, kiedy nas stąd wypuszczą. Już nie mogę się doczekać, kiedy będziemy w domu szykować pokoik dla naszego szkraba - powiedziałam z uśmiechem.
- Dlaczego się nie odzywasz? A wiesz, co miałam straszny sen. Mówię ci, okropny...brr. Na samą myśl o nim mam gęsią skórkę.
- Wszystko będzie dobrze kochanie - tylko tyle powiedział Mark.
Znowu zasnęłam.
- I co mamo, Mark już się dowiedział, kiedy stąd wyjdziemy? - spojrzałam na mamę, jak po tych słowach patrzyła na mnie z przerażeniem.
- Kochanie...- zaczęła coś bełkotać.
- Kochanie... Mark ... nie żyje...- złapała mnie za rękę.
- Co ty mówisz za bzdury!!! Jak nie żyje?! To niemożliwe!! - zabrałam jej rękę i poczułam złość.
- Miał wypadek dwa dni temu - ciągnęła dalej tę nieprawdziwą historię.
- Co ty mówisz????!!!!! Przecież był tutaj dzisiaj u mnie!!! Przestań! - czułam się oburzona. Po co ona mówi mi takie głupoty!
- Uspokój się Kate...
- Nie uspokoję się! Dlaczego żartujesz w taki okropny sposób?! Dlaczego?? - krzyczałam.
- To nie żarty... to prawda - mama próbowała mnie przytulić.
- Przestań! Wyjdź stąd! Nie chcę cię słuchać!!! Idź! - odepchnęłam ją.
Wyszła z łzami w oczach.
- Chcę jechać do domu - mówiłam do Evy i Brooke, które mnie odwiedziły - Zabierzcie mnie stąd, na pewno Mark niedługo wróci, a ja się bardzo dobrze czuję.
Przyjaciółki spojrzały na siebie z dziwną miną.
- Kate...- zaczęła Eva
- Nic do mnie nie mów, proszę cię, chcę tylko znaleźć się w swoim domu - zaczęłam się ubierać.
- To ja pójdę po wypis - postanowiła Brooke.
Jadąc ze szpitala czułam, że dziewczyny są dziwne. Nic się nie odezwały. Nie żartowały. Przecież nic się nie stało. Przecież z dzieckiem wszystko w porządku...Lekarz tylko kazał mi odpoczywać i nie denerwować się. Muszę zadzwonić do pracy...
- Oczywiście, że nie ma problemu. Należy ci się wypoczynek. Dbaj o siebie i o maleństwo. Niczym się nie przejmuj! - zapewniał mnie szef.
- Chyba zwariuję w domu przez te wszystkie miesiące - pomyślałam - ale zdrowie naszego dziecka jest najważniejsze...Może namówię Marka na jakieś wakacje...