Jak co roku – mamy Tłusty Czwartek! Dziś na naszych stołach goszczą pączki, chruścik vel faworki, racuchy, oponki i inne pyszności! Słodka rozpusta nie zna końca!
Skąd jednak wzięła się tak przyjemna tradycja?
Początki Tłustego Czwartku sięgają czasów antycznych, a dokładniej zimowych i wczesnowiosennych świąt odprawianych ku czci boga Dionizosa, podczas których hucznie obchodzono nadejście wiosny. Bawiono się głośno i radośnie a, jak to przy zabawie bywa, stoły uginały się pod ogromną ilością tłustych potraw i alkoholu. Popularne były także pączki robione z ciasta chlebowego i nadziewane słoniną. Ponadto - ulice starożytnego Rzymu przemierzał przybrany kwiatami rydwan Dionizosa, który nazywano „carrus navalis”.
Czy określenie to nie przypomina jakiegoś współczesnego słowa? Oczywiście, że tak! Etymologię wyrazu „karnawał” można również przypisać łacińsko-włoskiemu carnavale będącemu połączeniem „caro” - mięso oraz „vale” - bywaj zdrów, żegnaj. Ów karnawał oznaczał nic innego, jak czas hulanek i uczt związanych ze zbliżającym się Wielkim Postem.
Europa przejęła starożytną tradycję i ochoczo zaczęła obchodzić karnawał. I to z wielką pompą!
W Polsce karnawał nazywano zapustami lub mięsopustem. Pierwsze opisy jego rodzimych obchodów znaleźć można w starodrukach z XVII w, jak np. komedii mieszczańskiej nieznanego autora z 1622 r. “Mięsopust albo Tragico comedia”, a także satyrze Kaspra Miaskowskiego “Mięsopust polski” oraz anonimowych pieśniach i fraszkach zamieszczonych w sowizdrzalskim zbiorku “Kiermasz wieśniacki”[1].
Bawili się wszyscy bez względu na swój status i stan posiadania. W dworach magnackich wyprawiano wystawne uczty i bale, również kostiumowe. Nieco skromniejsze bale, wieczorki taneczne i zabawy urządzali w miastach kupcy i rzemieślnicy. Radosny i huczny był również karnawał chłopski, pełen przyśpiewek i tańców.
Najhuczniej obchodzono jednak ostatni tydzień karnawału, który rozpoczynał Tłusty Czwartek, a kończył „kusy wtorek”. W Tłustym Tygodniu, a zwłaszcza jego trzech ostatnich dniach – nazywanymi również dniami szalonymi, kusymi, gościnnymi - zabawa i obżarstwo nie miało końca! Wszyscy starali się wybawić, wyśmiać i najeść do syta przed nadchodzącym 40 dniami Wielkiego Postu. W tych dniach dozwolone było wszystko, co normalnie budziłoby zgorszenie.
Karczmy, domy, a nawet ulice wsi i miast pełne były tańczących i śpiewających ludzi, którym towarzyszyli muzykanci. Płatano przeróżne figle, jedzono dużo i tłusto, a także – wychylano kielich za kielichem. Po ulicach biegali poprzebierani za kobiety mężczyźni, rogate diabły i inne niesamowite postacie, które zaczepiały przechodniów porywając ich do szalonego tańca, ściskając i całując.
Na wsiach domostwa odwiedzały również postacie znane z obchodów kolędniczych – koza, niedźwiedź, turoń, żuraw, konik, bocian. Powszechnie wierzono, że zwierzęta te przynoszą domostwu szczęście, dostatek i urodzaj. Ponadto żuraw i bocian zwiastowały szybkie nadejście wiosny.
Warto jeszcze wspomnieć o mało znanym tłustoczwartkowym zwyczaju pochodzącym z Wielkopolski. Jest to tak zwana – „pomyjka”. Według tradycji, każdy w tym dniu powinien włączyć się w domowe obowiązki gotując jakąś gorącą potrawę lub zmywając naczynia. Czynności te bowiem miały przynieść zdrowie i pomyślność w ciągu całego roku…
Ile w tym prawdy, a ile chęci uniknięcia zmywania tłuuuustych naczyń po radosnych czwartkowych obchodach – nie wiadomo. Każda z Pań chętnie jednak sięgnie do tradycji z troski o swą drugą połówkę, prawda?
Smacznego!
A po hulankach i swawolach warto zajrzeć do artykułu: Jak spalić kalorie po tłustoczwartkowej swawoli ;)